
lewa lewa ręka
maj 21, 2008Odkryłam coś niesłychanego, otóż mam ograniczone ruchy manualne w nocy, a to powoduje, że nie umiem dobrać takiej pozycji w czasie snu, by było mi wygodnie, nęka mnie to od paru dni, kiedy to moja ręka się zbuntowała i doszła do wniosku, że tak dla urozmaicenia się zwichnie, co pomyślała, to też uczyniła. Słowna jest niesamowicie. I co najlepsze trwa w swym zwichnięciu, a swym lekkim opatrunkiem gipsowym spoziera na mnie dziko i lekko się uśmiecha, że wreszcie to ona, lewa, jest w centrum zainteresowania, ale właśnie przez nią trudno mi zasnąć w nocy i trudno wstać rano, i co najlepsze mam pierwsze objawy starości i to wszystko przez zwichnięcie, bo otóż trudno także powstrzymać się od drzemki trwającej godzinkę albo minidrzemki tylko na pięć minut, albo drzemki spontanicznej, której miało nie być, i tak naprawdę jej nie ma, tylko po przebudzeniu, wygnieceniu jakiejś mądrej książki okazuje się, że jednak była. Otóż lewa ręka się mi rozbestwiła, czuje się jak królowa, jest obsługiwana, ale nic z tego sobie nie robi, bo lubi dawać o sobie znać dość często, ale znalazłam na skubaną sposób - sen. Łóżko jak zwykle mnie nie zawodzi, a dookoła stosy książek piętrzą się niespodziewanie szybko, różne kupki papierów, które trzeba przeskakiwać także rosną, w ogóle będąc w moim pokoju trzeba się nieźle nagimnastykować, by przejść go bez okaleczenia brakiem gracji moich książek, znaczy prawie moich, tak jakby moich, bo w końcu ja je wypożyczyłam z biblioteki. Może i w tych stosach kurzą się one, a terminy biblioteczne upływają niezauważenie i to aż tak, że przysyłają mi jakieś upomnienia, że niby ja przetrzymuję książki, gdyby tylko wiedziały te biblioteki, że to wina lewej ręki, która pozwala sobie za dużo! Ale cóż zrobić, przeca jej nie odrzucę, jakoś jestem do niej przywiązana, choć menda, małpa małpiasta, lama lamiasta, plama plamiasta. No i ostatnio złapałam się na tym, że jej w ogóle przez sen nie czuję, tak jakby jej nie było, bo otóż śpię, śpię i raptem czuję coś twardego, gniecącego mnie w brzuch, a wcześniej tego nie było, oczywiście opatrunek gipsowy powędrował z ręką tak, tak się wygiął, że zaczął się wbijać w ciało, no nie umiem spać z tą ręką, bo nawet jak grzecznie i ładnie się ustawię, pokieruję lewą tak, by leżała sobie grzecznie, mięciutko na poduszeczce to ona i tak myka na drugą stronę, nie dając spać normalnie i spać muszę w pozycji paralityka, nie wiem, dlaczego straciłam nad lewą ręką panowanie, przecież jestem od niej większa, powinna się mnie słuchać, ale nie, ona mną rządzi i decyduje o śnie, o tym, jak mam leżeć, wczoraj nawet myślałam, że ją zgubiłam, bo nie było jej na swoim miejscu miękkim poduszkowym, tylko gdzieś balowała po drugiej stronie łóżka, z drugą, prawą, jak zdołam zapanować nad zwichniętą ręką to wydam poradnik o wdzięcznym tytule: “1001 rad, by Twa ręka się Ciebie słuchała”, a co! Naprawdę jest to uciążliwe, gdy mówi się z czułością, wrażliwością do lewej ręki, a ona ma to gdzieś i robi swoje. A na pierwszym roku studiów, oj zamierzchłe czasy, przyszli to nas ankieterzy z pytaniami takimi jak: “czy rozmawiasz z jakąś częścią swojego ciała? Jeśli tak to z jaką?”, “Co Ci daje rozmawianie ze swoim ciałem?”, i ja głupia naśmiewałam się z tych pytań, a teraz dostrzegam sens tego, tak, tak, trzeba rozmawiać z częściami swojego ciała, może wtedy się uspokoją i nie będą się z nudów skręcać, łamać, nie będą miały ochoty na harce, zwichnięcia i inne moreny, a Wy z jaką częścią ciała rozmawiacie?
