Ostatnio mi się marzy wiele rzeczy, są to takie zwykłe marzenia, wyobrażam sobie różne dziwy, których właścicielką z całego serca chciałabym zostać, podczas gdy wielu śni o cudach, ja sobie marzę najzwyczajniej w świecie o glebogryzarce zwanej tak fachowo mechanicznym kultywatorem, niesamowita nazwa, niesamowity sprzęt.
Tak więc owa glebogryzarka zajmuje mi myśli już od jakiegoś czasu – tak bym chciała być taką właścicielką, która to lata po działeczce, której notabene jeszcze nie mam, ale co tam, z glebogryzarką, toż to wspaniała sprawa, ile radości, istny szał. Tylko ja, ziemia i mechaniczny kultywator – toż to lepsze połączenie niż taki Batman i Robin! Gleba czułaby przede mną respekt, wszak mogłabym ją spulchniać, wyrównywać i to w jaki prosty sposób – popierdzielając taką glebogryzarką – istny szał, mówię Wam, jedyny dylemat to taki, którą wybrać:

taką żółciutką elektryczną, lekką, zwiewną, śliczną, delikatną, subtelną, nieśmiałą glebogryzareczkę, czy też potężn
ego, silnego, ciężkiego, mocarnego, śmiałego glebogryzaka czerwono-żółtego. Mam dylemat, obie bardzo mi sie podobają, wyobrażam sobie siebie taką rozochoconą latającą po całej działeczce z tym oto sprzętem, z jednej strony do drugiej, tworząc różne zygzakowate spulchnienia ziemi. Do tego mam wielgachny kapelusz z dużym rondem chroniącym przed słońcem, ubrana jestem w ogrodniczki w kolorze khaki, bluzkę czerwoną, buty zgrabne, choć mocarne przeciwbrudowe, przeciwziemne. Ach, się rozmarzyłam.
Czy tylko ja dostrzegam piękno bijące z glebogryzarek? One mają w sobie taki urok i tak bardzo, ale tak bardzo marzy mi się postawienie w pokoju mym obok łóżeczka moją glebogryzareczkę – cudo techniki, na której widok wzdycham sobie delikatnie, a w myślach mówię tylko: “WOW”. Tak właśnie działają na mnie glebogryzarki. Jedno z moich wielkich marzeń.
Dokonałam postępu jeśli chodzi o marzenia, otóż takie jedno marzenie wlokło się za mną od dziecka, a dokładnie od szóstej klasy, kiedy to przeczytałam powieść o wdzięcznym tytule “Godzina pąsowej róży” i tak na moment chciałam mieć taką możliwość, szansę jak Andzia, główna bohaterka, przenieść się do dziewiętnastowiecznej Warszawy i spróbować przez jakiś czas z obecnym bagażem doświadczeń, wiedzy egzystować. Tylko czasem to marzenie daje znać o sobie, zostało wyparte przez glebogryzarkę. No cóż technika wkrada się w me życie niespodziewanie szybko wypierając moje sentymentalne, nierealne, ale za to jakże urocze pragnienia. Pozostają nowoczesne, hmm, czyżbym szła z duchem czasu? ;p Bo czyż na ten przykład marzenie o spotkaniu Elma i o byciu jego dziewczyną można uznać za realne i mocno nowoczesne? ;>
A glebogryzarkę i tak będę mieć, o!
Kiedyś, na pewno. I to mnie napawa ogromną radością ihaaa :D.
Glebogryzarka dająca szczęście :D
12 komentarzy
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz


Glebogryzarka to jest to! Ihaaaa!
I pewnie tak słodko buczy ^^
Może i będziesz ją mieć, o ile w głowie, pod tymi lokami się coś nie przekręci, nie zakręci, nie przewróci i się nie okaże, że miejsce glebogryzarki zajęło coś zupełnie innego ^^
W końcu kobieta zmienną jest, a wraz z nią jej marzenia ;p
sis, o tak, buczy słodko, przyjemnie, moja Ci ona!! :oczy płoną w zachwycie:
charon, ale ja chcę być wierna mojej glebogryzarce, mojemu mechanicznemu kultywatorowi ;p
Colorku, a pamiętasz taką śmiertelną glebogryzareczkę z pewnego filmu? Nawet to Cię nie zniechęca? Pamiętaj, uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić ;>
Po prostu nie wiem co napisać o Twojej fascynacji mechanicznym kultywatorem. Oznajmiam to, żebyś mi nie wypominała później, że Ciebie pomijam ;P
Ja mam ochotę na bycie złośliwym i ostudzenie Twoich jakże pięknych marzeń wizją glebogryzarki nie mrczącej, lecz kaszlącej i strzelającej śrubkami. Dodać do tego wizję Ciebie ze śrubokrętem i kombinerkami w rękach, próbującej bezskutecznie ją zreperować i wynajdującej dziesiątki przekleństw, o jakich znajomość byś się nigdy nie podejrzewała.
Ależ to była książka! Numer jeden po Andzi z Zielonego :]
A ów “mechaniczny kultywator” to szał! Można nim zabijać gołębie! :)
O, prośba podziałała :D Niemniej Twoje zacięcie na glebogryzarkę to takie odczuwanie co Cię czeka po studiach za praca? :>
marzenia mieć trzeba
a nagłówek jest do bani xxxD
ech ten kult posiadania :>
witam osobę prowadzącą ten blog która życzy mi smierci brutalnej :>
druga ‘glebogryzarka’ to raczej jest kosiareczka:D:D Pierwsza uzywa sie do niezbyt duzego pola, a polecam sie dowiedziec o takich traktorkowych, zawsze to jeszcze jeden sprzecik do ktorego mozna dobogacic duzo wiecej interesujacych urzadzen:D:D
wiesz co to biedron znaczy? Że wujcio google mnie oszukał, że już nikomu nie można ufać!! :niepewny: gdzie jesteś Wikipedio? ;p