Zdrajca! Jeden wielki zdrajca, jak on mógł? Dlaczego mi? Dlaczego ja? Co ja mu zrobiłam? Brutus, prawdziwy Brutus, a miał być przyjacielem, wiernym, kochanym, miłym, na każdą chwilę złą, przyjemną, na każdą pogodę słoneczną, deszczową. A jego co tylko obchodzi? Najeść się, zabawić, pójść spać, czasem okaże jakąś radość. Nie liczy się z moimi uczuciami. Na domiar złego ostatnio udaje depresje – leży jakiś czas na kocyku z podniesioną głową i wypatruje, a jak koło niego przejdę to szybko kładzie głowę na koc, spogląda, czy go widzę i zaczyna skomleć. Spryciulec, próbował strajku głodowego. Nie wyszło mu, za słabą psychikę miał.
Mój Brutus, tak go nazwano, reaguje także na Brutututu, Brokus, Brokuś, Bro – mój pies. Właśnie w ostatnich dwóch dniach przeszedł samego siebie. Nie dość, że wybaczyłam mu jego nieregularne realizowanie potrzeb fizjologicznych, to, że moich gości witał strumieniem, niestety, nie złota, to teraz tak mi się odwdzięcza!
Wykombinował sobie nową zabawę i ma wielką frajdę, otóż gdy tylko zobaczy otwarty balkon to łapie po cichaczu jakąś zabawkę swoją i wywala ją przez balkon, majta przy tym swym ogonem z prędkością światła, potem woła mnie i zadowolony patrzy na mnie z góry, jak przynoszę do domu kolejną piłkę, ale na piłkach się nie kończy.
Dorwał “Veer- Zararę” – mój bollywoodzki film w plastikowym opakowaniu – dumnie wbił kły w opakowanie, i radośnie podskakując, majtając przy tym ogonem, wywalił mój film przez balkon – no nie, teraz przegiął! Przeholował, robie z niego hot doga, i ja jak głupia pędzę szybko po film, przecież w każdej chwili ktoś może zabrać mi moją perełkę z trawnika. Nie zabrał, nie zdążył.
Wchodzę do mieszkania, a od od progu mnie przyjacielsko wita, łapą chowa oczy, jakby się wstydził tego, co zrobił, no, a potem patrzy na mnie tymi oczami, które jakby mi oznajmiały: “no przecież Cię kocham, przynoszę Ci piłeczkę, słucham się Ciebie, budzę Cię rano pocałunkami, skacze z radości na Ciebie, majtam ogonem z radości na Twój widok, przecież jestem miły, czemu dostrzegasz tylko, że zjadam kwiatki, odgryzam łodygę, że zjadam Twoje rajstopy, podkolanówki, no przecież jestem kochany, pogilgocz mnie po brzuchu”.
No i jak mu się oprzeć? Nie da rady, zawładnął mną, nie mam już nad nim panowania, skubany spryciulec. Dlaczego większość moich znajomych ma psy posłuszne, grzeczne, broniące dom, dobytek, a mi się trafił taki słodki kretyn? I do tego leniwy, udający depresję, niszczący sztukę bollywodzką?
I właśnie dlatego chcę glebogryzarkę, chcę z nią wychodzić na spacery, przynajmniej nic mi z balkonu nie zrzuci, o!
12 komentarzy
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz


A czegoś chciała? W końcu to Brutus. ;P
Kolejny dowód na to, że koty to jedynie słuszne zwierzęta domowe. xD
Pies już taki jest. Udaje przez cały czas najlepszego, najwierniejszego przyjaciela, a potem wykręca kawał.
Koty przynajmniej są szczere. Kot jak jest podły, to jest podły cały czas i nic przed nikim nie udaje. I jak tu ich za to nie lubić?
ale mój Brutututu nie jest podły, on tak tylko się droczy ze mną, bo jest złośliwy, ale za to kochany nooo^^
Ja Cię rozumiem, znam ból posiadania niepełnosprytnego psa ^^
Który udaje na przykład, że boli go łapka, kuśtyka i skomli, żeby wszyscy go doglądali i rozpieszczali… Tyle, że nie przewidział, że na spacerze też powinien ściemniać, żeby się sprawa nie rypła, aktorzyna za dychę xD
btw – czemu wołasz na Brucia Brokuś, Bro? ;] Biedny Bro, nie dość, że ziomuś, to jeszcze jego ksywkę zagarnęłaś
Psia jego mać! ;)
No nie, koty to niepodzielnie i niezbywalnie najlepsze zwierzaki na świecie. Ever forever! Miau.
sis, łączmy się, my właścicielki kretynów^^
a z tym ‘bro’, ‘brokuś’ to moja babcia tak zaczęła na Brucia wołać, bo nie mogła spamiętać jego imienia ;p ;p i tak metodą prób i błędów, zgadywała jak on się nazywa, a kojarzyła tylko dwie pierwsze liery “br” i tak powstał ‘bro’, ‘bokuś’ – do dziś nie wiem, jak można tak przekręcić imię psa ;p
Mag, czy on nie jest uroczy? Sama spójrz: http://img255.imageshack.us/my.php?image=43111810cp5.jpg
Leżę! Leżę i kwiczę ze śmiechu, co musi osobliwie wyglądać, bo właśnie w kafejce siedzę^^
“Nie dość, że wybaczyłam mu jego nieregularne realizowanie potrzeb fizjologicznych, to, że moich gości witał strumieniem, niestety, nie złota” Wiem coś o tym^^ Wszystkie psy to kretyny. Ale za to je właśnie kochamy ;]
Możecie wychwalać psy, ale i tak nic nie przebije kota z ADHD ^^
Na problemy z korzonkami medycyna ludowa poleca kocią skórkę, ponoć dobrze wygrzewa. Przy okazji problemów mojej mamy z tymi piekielnymi korzonkami kocią skórkę zastępował pies, oczywiście żywy. W dodatku z własnej, nieprzymuszonej woli. Ból zniknął jak ręką odjął ;D
Dziś rano mojej mamie wypadł dysk. Rozmawiałam z nią przez telefon, zaproponowałam psią skórkę, bo może i tym razem okazałaby się skuteczna. Moja mama zastanawiała się, jak by tu zaszlachtować Korka, żeby nie zapaskudzić mieszkania. Korek najwyraźniej wyczuł pismo nosem i pojawiające się kilkakrotnie w rozmowie słowo “szlachtować” ewidentnie bardzo mu się nie spodobało, bo zanim rozmowa dobiegła końca, pies się ulotnił. Niegłupi futrzak ;D Mam tylko nadzieję, że wylazł już z ukrycia…
ach Kolorrrr :D miło się czyta ^^
ale ja tez chcę glebogryzarkę. tylko wiesz, ona piłeczek nie przynosi, to gówniany taki interes…
charon, ja mam ADHD xD
sis, niech no Korek sam wyjdzie z ukrycia i pomoże Twej mamie jak najszybciej rozwiązać problem – niech wygrzewa, pomaga, niech jej usługuje :* pozdrów swoją mamę
karczoch, a jak ją nauczymy przynosić piłeczki? ;>
Podobno psy się upodobniają do właścicieli.
albo i odwrotnie ;]