Zastanawiam się jak to możliwe, otóż ogarnia mnie pewne lenistwo, które trzyma się mnie mocno. Jednak jest to dosyć wybiórcze lenistwo, albo takie lenistwo, które napędza mnie do robienia tysiąca rzeczy, które nie są ważne, istotne w danym momencie. Dotyczy ono przede wszystkim nauki, kwestii egzaminów, które straszą mnie, krzyczą na mnie. Ale staram się – chociaż muszę przyznać, że jestem dosyć słaba. Zanim coś włożę do głowy to już to zdąży z niej uciec, ulotnić się, bez pożegnania, bez słów: “I will be back”.
Godziny mijają nieubłaganie, kolejny dzień mi ucieka, kolejna noc się ze mną żegna, a u mnie brak jakichkolwiek zmian dotyczących stanu wiedzy, a najlepsze, że czuję głód sukcesu, a puka jak na razie do mnie tylko brak spektakularnych osiągnięć. Marzy mi się totalny święty spokój, potrzebuję niczego nie robić, niczego nie planować, nic nie musieć, nie gonić z terminami, niczego nie pragnąć, niczym się nie ekscytować, i co najważniejsze nie mieć z racji tego uroczego nicnieróbstwa wyrzutów sumienia. Marzy mi się ten stan – tylko cisza i ja.
Ale mogę tylko napisać, że szał naukowy trwa i będzie trwać przez najbliższy czas. Dużo kofeiny potrzebuję. Cierpienie na bezsenność jest nawet przydatne. Tylko szkoda, że napastują mnie ze wszystkich stron, po prostu mnie atakują różnymi telefonami, mailami, esemesami – po prostu rozpraszają, jakby to było ważne, że akurat teraz nie wiedzą, jak powinno się podzielić metody ze względu na fonetykę i czemu niby ja to mam wiedzieć?
Nie wiem, naprawdę nic nie wiem, nie jest to udawana niewiedza, jest ona prawdziwa i dlatego bolesna. Propozycje na piwo też odrzucam, wszak jestem pilna. Dlatego w tym miejscu Brutale moi mili obiecuję, niech no ja tylko przeżyję ten koszmar sesyjny, a pójdę wtedy na co będziecie chcieli, na piwo, wino, wódkę, do kina, wedle uznania, wedle życzenia. I nawet na koncert Farbek będę mogła pójść, jeśli będziecie chcieli, ale najpierw niech no ja zdam tę przeklętą metodykę, która kochać mnie nie kocha.
Poza tym, czy Wy też odczuwacie nieodpartą konieczność ścierania kurzy po tysiąc razy? Albo potrzebę układania bluzek w szafkach? Albo szukania rzeczy, które w tym momencie muszą się znaleźć w Waszej ręce, rzeczy takich chociażby jak zeszyt z trzeciej klasy podstawówki, bo tam jest taki szlaczek, który absorbuje całe myślenie? Wszystko w czasie sesji, podczas gdy zazwyczaj miga się od sprzątania, szukania itp. bo bałagan z reguły jest słuszny i potrzebny?
8 komentarzy
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz


Jako student mogę się jedynie pod tym podpisać, bo przeżywam to samo obecnie.
A ja mam sesję dopiero za 2 tygodnie. I będzie lajtowa. A przez 2 tygodnie to muszę już tylko 3 zaliczenia uzyskać i wszystkie to formalność. Taki mam luz, że może nawet w czerwcu oddam projekt,który muszę oddać dopiero we wrześniu.
Sesja to zue zuo.
Ja rozumiem, że sesja zmienia ludzi, sposób ich myślenia itd. ale Farbki?? :| FARBKI?? o.O nie rób sobie tego, nie po sesji, nie nie nie!
popieram!
i znam ten ból, ja przy okazji jakiegoś koszmarnego egzamu nawet kwiatki poprzesadzałam, żeby się nie uczyć ^^
więc kurze i bluzki to pikuś
Jesteś zbyt płodna, zawsze mam zaległości w czytaniu noooo >.<
Colorku, ten stan jest absolutnie normalny ;]
I WIEDZIAŁAM, że zdasz tę metodykę< WIEDZIAŁAM ;] im bardziej ziandolisz, tym bardziej jest prawdopodobne, że dostaniesz 5 ^^
tak, tak, tak!!! Metodyka na 5!!
TAK, TAK ^^ musiałam się bezczelnie pochwalić ;]