Wierzcie, czy nie, ale drukarki to zło, zuo i w ogóle przekleństwo straszne. Nie dość, że są podłączone do pudła, którego mechanizmu nie rozumiem i się gubię, pudła zwanego komputerem, który to mnie nie lubi i życie mi uprzykrza, gdy tylko chcę skorzystać z jakiegoś programu, albo z czegoś, co internetem, bądź winampem się nie nazywa. Wtedy to komputer jest miły i sympatyczny, pozwala mi uruchomić jakiś programik, a potem chowa przede mną jakiś przycisk, coś, dzięki czemu mogłabym zrobić tabelkę bezproblemowo, albo jakieś inne cudeńko – jest perfidny, bezczelny i po cichutku się ze mnie śmieje, kpi, żadnego zrozumienia, żadnej wdzięczności!!
Niegodziwiec – a kto go myje? Kto go czyści? Kto wyciera z niego kurz? Kto do niego się śmieje? No właśnie – tylko ja! A on mi się tak odpłaca, razem ze swoją kumpelą drukarą – znaleźli sobie ofiarę i mają przy tym niezły ubaw. Gdzie się podziały te komputery, drukarki pełne wrażliwości, czułości do swoich właścicieli? No gdzie one są, gdzie się podziały, do jakiego domu trafiły?
Mam kumpla, i on klnie na komputer, ba! Czasem nawet go uderzy! I co? Komputer nawet nie zajęczy, spełnia wszystkie polecenia, a mój? Ani po dobroci, ani przy użyciu sił. To smutne i trochę przygnębiające, bo ja się naprawdę staram, daje z siebie wszystko, pielęgnuję go, otaczam opieką, dokarmiam, gdy jest chory, a gdy nie domaga wzywam specjalistę.
A co za to mam? Mapki wydrukowane na niebiesko, bo oczywiście drukarka z kompem spiskują i kolorowe mapki drukują na niebiesko. Świetnie.
Parę dni temu, wzięłam sprawy w swoje ręce, chciałam uzupełnić tusz w drukarce – ‘to nie może być trudne’ – pomyślałam, nie zważając na porę (po 24) i na to, że jestem sama i że w razie czego nie będę miała nawet możliwości wezwania kogoś, kto potrafi bez problemu ujarzmić tę moją bestię. Były 4 strzykawki i ten pojemniczek, który, jak sie dowiedziałam z instrukcji ma swoją nazwę – ciekawą, intrygującą, którą za cholerę zapamiętać nie mogę – kartridż. Nie zdziwcie się jak za parę chwil określę to jako kandridż.
Otóż strzykawki z tuszem to strasznie dołująca sprawa, naprawdę, pomimo, że miałam rękawiczki jednorazowe to i tak byłam cała w tuszu, nawet policzki były umazane. Nie wspomnę nawet o tym jak wyglądał pokój, jak wyglądał stół, obrus..
Najgorzej było z rozpoznaniem koloru w danej strzykawce – wszystkie takie same. Wołałam beznamiętnie i bez nadziei o pomoc, która i tak nie przyszła. Byłam tylko ja sama z tym jakimś przeklętym kartridżem i otworami wlewowymi. 5 otworów i strzykawki z tuszem, 5 otworów, z których wylewał się tusz, gdy próbowałam napełnić ten pojemniczek.
Wlewałam zgodnie z instrukcją, naprawdę, nic nie oszukuję, a to i tak się wylewało, a potem i tak drukowało na niebiesko, różowo, żółto. Masakra komputerowa, poległam totalnie. Smutne to.
Pod koniec już było mi wszystko jedno, więc zmieszałam kilka kolorów, wstrzyknęłam do jednego z otworów 3 kolory, ale to działanie nic nie pomogło, nadal drukowało na niebiesko. Nie wspomnę, że nawet igły pomieszałam, zuo wielkie te drukarki. Chciał pomóc bro poradził bym znalazła jakiś wskaźnik kolorów drukarki, czy stanu drukarki, nie pamiętam xD – skomplikowanie brzmiał ten esemes, wiedziałam tylko, że mój komputer czegoś takiego nie ma, po czym dostałam kolejną instrukcje, by szukać. Dzięki szukaniu udało mi się natomiast wydrukować stronę diagnostyczną, jestem z niej dumna! Własnoręcznie, sama wydrukowałam stronę diagnostyczną, nawet nie wiecie ile to szczęścia daje! Nie wiem po kiego mi ona, ale mam, może oprawię w ramkę?
Finał i wnioski takie: mapki niebieskie, drukarki to zuo, tusze to śmierdziele, a dodatkowo moja drukarka jest analfabetką, bo krzyczała do mnie: “karetka zatrzymana” – nie wiem, o co chodzi – kartka utkwiła, a ja chciałam ją wyciągnąć, a ta mi wyjeżdża z karetkami jakimiś…
Wielkie podziękowania dla pana Jędrzeja, dzięki któremu potrafię Was odesłać do innego bloga – łii ;D
9 komentarzy
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz



No proszę, masz doświadczenie, którego ja nie mam. Ja nie napełniałem jeszcze kolorowych tuszów w drukarce. Może dlatego, że od bardzo dawna drukuję tylko w punktach ksero.
Nie ma za co ;> A prawdziwe zuo to biedronki.
charon, ha można powiedzieć, że jestem master – nie ma to jak zaprawa ;p
Jendrju odstosunkuj się od biedronek to poczciwe istoty! Co innego osy, pszczoły…
Jesteś zaślepiona.
Trzeba zdobyc odpowiednia drukareczke typu Canona:D Z opisu wynika ze posiadasz Hp badz Lexmarka, innych nie typuje g/p nie pamietam jakie systemy napelniania maja:D A z tym mieszaniem kolorow to na powaznie i wlanie w jeden otworek:> To by byla jazda :D:D A nic o meczyku:> Jakies spostrzezenia:D Z sedziego niezly smiech;) Tymczasem;)
Tak to jest, jak amatorzy się zabierają do pracy; nawet karetki się zatrzymują…
Ja do swojej drukarki mówię per Szmato :) Denerwuje się, ale działa :P
[...] Original post by Color [...]
Tak, Colorku, kartka, karetka, jeden pies ^^ a kolory przeca lubisz, to się nie denerwuj, że były wszędzie ;p